Syndrom oszustki demoluje ci życie? Sprawdź, co radzi psycholożka, uczennica Brené Brown
Syndrom oszusta to ten cichy głos w głowie, który szepcze ci, że „jesteś niewystarczająca” i inni wkrótce cię zdemaskują. Łatwo go dostrzec, ale trudniej zwalczyć, bo wypływa wprost z naszego dzieciństwa. Dowiedz się, co robić, żeby całkiem nie zdemolował ci życia.

Termin syndromu oszusta pierwszy raz pojawił się w artykule autorstwa Pauline R. Clance oraz Suzanne A. Imes i został zidentyfikowany na podstawie obserwacji klinicznych podczas sesji terapeutycznych z udziałem kobiet osiągających wysokie wyniki w działaniach zawodowych. Tak, właśnie kobiet, bo choć do odczuwania tego rodzaju nieadekwatności przyznaje się 70 proc. społeczeństwa, większość z nich to kobiety. Wynika to z przekonań, jakie z większości domów wyniosły dziewczynki. Z poczuciem oszukiwania zmagały się znane i lubiane, np. aktorka Jodie Foster, była pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Michelle Obama, polska piosenkarka Katarzyna Nosowska.
Syndrom oszusta – przyczyny
Oczywiście u przyczyn „syndromu” oszusta leży dzieciństwo – presja wychowywania dziewczynek do określonych ról płciowych, permanentne zawstydzanie i wysokie wymagania. U osoby, na którą od najmłodszych lat nakładana jest wysoka presja, może wykształcić się myślenie, że musi zasłużyć na miłość. U takiej osoby nie wykształca się poczucie własnej wartości, uzależnia ona obraz siebie od pochwał i akceptacji innych. Często popada w perfekcjonizm, bo wydaje jej się, że tylko jeśli doskoczy do własnych, wyśrubowanych oczekiwań, dostanie poczucie bezpieczeństwa i wsparcie.
„Lęk przed popełnieniem błędu, nawet najmniejszego, zmusza perfekcjonistę do tego, aby starał się jeszcze bardziej. Co często jest niemożliwe i wywołuje frustrację. Nieustanne dążenie do doskonałości jest bardzo wyczerpujące. Ostatecznie perfekcjonista i tak czuje się oszustem, który nabrał wszystkich na swoje umiejętności. Jest przekonany, że inni zwyczajnie go przeceniają” – czytamy w artykule Uniwersytetu UMCS dr Marleny Stradomskiej z Katedry Psychologii Klinicznej i Neuropsychologii UMCS.
Zdania, które cechują osoby zmagające się z tym syndromem, brzmią mniej więcej tak:
– „Lepiej nie będę się odzywać, bo się skompromituję”.
– „Dostałam tę pracę przypadkiem”.
– „Jestem niewystarczająca”.
– „Inni sto razy lepiej poradziliby sobie na moim miejscu”.
Syndrom oszusta – w jaki sposób się go pozbyć?
Magdalena Kluszczyk, psycholożka, coach, trenerka, uczennica Brené Brown oraz pierwsza w Polsce facylitatorka Playing Big (Tara Mohr), która specjalizuje się w tematyce wstydu, odwagi i wrażliwości, uważa, że wyjście ze starych kolein jest trudne, ale może całkowicie przetransformować życie.
Praca z syndromem oszusta to droga od »Co ja tu robię? Nie powinno mnie tu być« do »Jestem w odpowiednim miejscu i czasie«. To podróż, która zaczyna się od szukania potwierdzenia własnej wartości na zewnątrz po to, aby wzmocnić ją w sobie
– pisze ekspertka w artykule dla magazynu „Charaktery”.
„Uciekając na zewnątrz przed tym, co trudne, nie odnajdziemy tego, czego szukamy – tego, co mamy w sobie. Musimy wejść do środka, a im głębiej wejdziemy, tym większa szansa, że odnajdziemy siebie. Nie odkryjemy, kim naprawdę jesteśmy, stojąc cały czas w miejscu. Jeśli naprawdę chcemy coś zmienić, to ruch jest kluczem. Róbmy krok po kroku. Czasem tym krokiem może być uważność, czasem pytanie i mierzenie się z odpowiedzią, czasem pozwolenie sobie na emocje, a czasem rozmowa” – kontynuuje.
Kluczem do walki z syndromem oszusta jest odwaga, robienie kroków naprzód, ale także konfrontacja z trudnymi uczuciami: lękiem przed krytyką, odrzuceniem i wstydem. Jednak wyjście naprzeciw własnym demonom i całkowita uczciwość wobec siebie są kluczowe, by przewalczyć „oszusta”.
„Oczywiście, do głosu będą dochodzić wszystkie przekonania, których się trzymamy: »Nie jesteś zbyt, może nie warto, to za trudne, nie dasz rady« i pojawi się chęć walki lub ucieczki. Warto w takich momentach zaopatrzyć się w znak STOP. Może nim być kilka oddechów albo pytanie: »Co się za tym kryje?«. Dzięki temu ta przestrzeń pomiędzy myślami, emocjami a zachowaniem będzie się powiększać. Wpuścimy trochę powietrza i będzie nam łatwiej podejmować decyzje, które będą nas wspierać, a nie okradać” – twierdzi psycholożka.
Ekspertka radzi także, żebyśmy przypomnieli sobie moment ze swojego życia, w którym pomyśleliśmy:
„Nie wykonuję dobrze swojej pracy, bo niewiele umiem. Co się stanie, gdy ktoś mnie o coś zapyta, a ja nie będę potrafił/potrafiła odpowiedzieć?”. Słyszymy takie głosy w naszych głowach i wierzymy w ich prawdziwość. To tak, jakbyśmy budowali mur, który skutecznie oddziela nas od możliwości, szans, rozmów, rozwoju. Naszą mantrą stają się słowa: „Nie powinno mnie tu być”. Zamiast pytać: „Czy to moje miejsce? Czy powinienem/powinnam tu być?”, zastanówmy się:
Gdybym zaprosił/zaprosiła trochę czułości i wsparcia do tej sytuacji, to czy dostrzegłbym/dostrzegłabym coś, czego teraz nie widzę? Co by to mogło być?
- podsumowuje.