Reklama

Niełatwo jest współcześnie randkować i nie oszaleć. W końcu wystarczy chwila, by książę z bajki zniknął jak kamfora. Każda singielka, która doświadczyła ghostingu (z piszącą ten tekst na czele), będzie się bała, że akcja się powtórzy. Ale za „texiety” mogą być także odpowiedzialne mroczniejsze demony.

Reklama

„Texiety” – co to takiego

Najprościej mówiąc, to lęk przed brakiem odpowiedzi. Ale nie trzeba tego chyba tłumaczyć nikomu, kto choć przez chwilę zanurzył się w randkowym uniwersum. Czekanie na odpowiedź potrafi być prawdziwą zmorą, zwłaszcza gdy nie znamy jeszcze dobrze stylu życia crusha. Do tego wielu niedojrzałych singli bawi się w przeróżne gierki, które mają w odpowiedni sposób „ustawić” znajomość. Zabawa w „udawanie niedostępnego” to jednak miecz obosieczny, który doprowadza do tego, że obie osoby cierpią. Harmonijny związek to nie zabawa w przeciąganie liny. Kiedy wpadać w panikę, a kiedy wyluzować? Przede wszystkim warto trzymać się rzeczywistości i skupić na swoim życiu, a nie od razu przeprowadzać internetowe śledztwo (a wiemy, że wiele dziewczyn mogłoby mieć z tego doktorat). Co innego, jeśli nasz wybranek nie odpisuje przez kilkanaście godzin, a potem tłumaczy, że pochłonęła go praca. Trudno uwierzyć, że przez taki okres nie można napisać nawet lakonicznej wiadomości (chyba że mamy do czynienia z ratownikiem medycznym albo operatorem dźwigu — wtedy lepiej, żeby nie odpisywał). Komunikacja to klucz do każdej wartościowej relacji, więc jeśli macie obiekcje do tempa odpisywania na wiadomości, po prostu to zaakcentujcie. Można przecież bez większych kompromisów wypracować satysfakcjonujący model komunikacji. Jeśli potencjalny partner będzie nadal udawał, że nie widzi, że pisałaś, to znaczy, że cię olewa i może nie warto inwestować w taką relację więcej czasu. Warto tutaj nadmienić, że mężczyźni najczęściej nie wiszą, jak my, non stop w social mediach i nie mają 13 group chatów z koleżankami (innymi słowy, tak trudno w to uwierzyć, nie zdają sobie relacji live z codziennych perypetii). Podsumowując, wyluzuj dziewczyno, a jeśli „texiety” za bardzo ci doskwiera, powiedz facetowi — mądry to zrozumie.

Reklama

„Texiety” – zamaskowany lęk przed odrzuceniem

Kompulsywne sprawdzanie telefonu i oddech ulgi, gdy dostajemy odpowiedź zwrotną, może świadczyć o tym, że borykamy się z lękiem przed odrzuceniem. Ten mechanizm psychologiczny, wynikający z ewolucyjnej potrzeby przynależności do grupy, był kluczowy dla przetrwania człowieka. Z perspektywy psychologii poznawczo-behawioralnej może on wynikać z wczesnych doświadczeń społecznych, negatywnych schematów myślenia oraz deficytów w zakresie samooceny. Badania neurobiologiczne wskazują, że odrzucenie aktywuje te same obszary mózgu co ból fizyczny (m.in. przednią korę zakrętu obręczy), co tłumaczy jego intensywność emocjonalną (oj tak). Osoby z wysoką wrażliwością na odrzucenie mogą przejawiać skłonność do unikania relacji lub nadmiernej kompensacji poprzez podporządkowanie się oczekiwaniom społecznym. Potraktuj zatem „texiety” jako sygnał, że masz w obszarze relacji trochę tematów do przepracowania. Inaczej lęk będzie sabotował każdą twoją relację.

Reklama
Reklama
Reklama