„Mit Darcy’ego”. Czyli dlaczego wciąż zakochujemy się w tych samych, niedostępnych facetach?
Historie typu slow burn wciąż rozpalają naszą wyobraźnię (i nie tylko). Książka Rachel Feder, amerykańskiej literaturoznawczyni, dekonstruuje „Mit Darcy’ego” i zdradza, co kryje się za naszą niezdrową fascynacją gburami.

W tym artykule:
Szalałaś za Darcym? A może marzyłaś o miłości rodem z „Wichrowych wzgórz”? Wciąż czekasz na księcia jak z „Bridgertonów” i wierzysz, że twoja miłość uzdrowi poharatanego życiowo crusha? No cóż, nie jesteś sama, ale warto się tym fascynacjom przyjrzeć. Rachel Feder pomaga uwolnić się ze zinternalizowanych przekonań.
„Mit Darcy’ego” – zepsujemy wam zabawę
Autorka, która zajmuje się wykładaniem brytyjskiej literatury na uniwersytecie w Denver, nie przepada za Austen, a swoją niechęć przelewa na studentów. Uważa, że literatura ta tresuje kobiety, aby poświęcały czas na próby przemiany gburów we wrażliwców.
Bo tak naprawdę Darcy jest gburem, wprawdzie człowiekiem swoich, niezwykle patriarchalnych czasów, ale doskonale się w tym systemie odnajdującym. Przypomnijmy dla porządku: główna bohaterka, Elizabeth, zwana Lizzy, jest drugą z pięciu córek Bennetów, angielskiej, zubożałej rodziny ziemiańskiej. Rodzinny majątek Longbourn, z powodu majoratu, po śmierci ojca przejdzie w ręce kuzyna, ponieważ brakuje męskiego spadkobiercy. Jedynym sposobem na zapewnienie córkom stabilnej przyszłości jest znalezienie im odpowiednich mężów, którzy nie zrażaliby się skromnym posagiem.
I wtedy, w sąsiednim majątku, pojawia się sympatyczny pan Bingley, a wraz z nim jego przyjaciel Fitzwilliam Darcy – jeszcze bogatszy i również samotny, ale okropny w obyciu. Jest wywyższający się i mrukliwy. Podczas pierwszego balu odmawia tańca z Lizzy, gdyż: nie jest dość ładna, by zmuszać się do choćby lakonicznego small talku. Jak to się dzieje, że Lizzy zakochuje się w Darcym (choć już początek znajomości to same czerwone flagi)? Oczywiście ostatecznie zakochany Darcy przechodzi przemianę, a nawet ratuje rodzinę Lizzy przed ruiną, używając majątku, by zmusić swojego przyjaciela do ślubu z jej siostrą, którą zbałamucił.
I choć doskonale od początku wiemy, jak to się skończy, nie możemy nie popłynąć z tą historią o wzajemnym przyciąganiu i odpychaniu. A przede wszystkim uwielbiamy wierzyć, że miłość jest w stanie przemienić nawet najgorszego drania w szlachetnego partnera. No tak, tylko to właśnie mit. I to bardzo szkodliwy.
„Klasyczna powieść Austen i niekończące się wariacje na temat fabuły romansowej typu slow burn – od nienawiści do miłości, którą ta autorka wyszlifowała do perfekcji – wprowadzają nas w pewną narrację. Opowieść brzmi tak: poznasz kogoś nieznośnego. Będą cię ostrzegać, że to zły człowiek. Pierwsze wrażenie potwierdzi pogłoski. Tak się zacznie twoja wielka miłość”.
Ze współczesnej perspektywy wydaje się, że Austen była po prostu klasyczną strażniczką patriarchatu, czyli kobietą, która za pomocą pióra wyznaczała kobietom miejsce w szeregu i pilnowała istniejącego społecznego ładu.
„Mit Darcy’ego” – dlaczego kochamy buców?
Bo nie możemy się oprzeć, by takiego biednego, zagubionego mężczyzny nie zaopiekować i nie naprawić. Ileż to razy nabieramy się na to, wchodząc w kolejne situationshipy, w których dostajemy ochłapy miłości, za to napędzamy się wciąż toksycznym, literackim i popkulturowym paliwem.
„Opowieści, na których się nas wychowuje, stają się czymś więcej. Zostają naszymi osobistymi mitologiami. Przenikają nas do szpiku kości.” – pisze Feder.
Warto zastanowić się, jaki cel – świadomy czy podświadomy – mają zatem twórcy replikujący ten mit. Cytowana przez Feder Janice Radway w „Reading the Romance: Women, Patriarchy and Popular Culture” (1984) dochodzi do wniosku, że taki typ fabuły w powieści romantycznej stanowi racjonalizację złego traktowania kobiet w patriarchacie. Pokazuje on, że mężczyzna, który cię źle traktuje, po prostu jest zraniony i czeka na to, aż ktoś go zrozumie i pokocha.
Oczywiście nie możemy tutaj pominąć psychologii. Jeśli kuszą nas związki ze współczesnymi Darcymi, prawdopodobnie mamy zaburzony obraz zdrowego związku, być może nie wyniosłyśmy pozytywnych wzorców z domu. Może mamy lękowy styl przywiązania albo wychowywałyśmy się w przemocowej atmosferze – i wtedy takie powieści wchodzą nam jak złoto.
„Do kobiet należy opatrywanie emocjonalnych, uczuciowych i psychicznych ran partnerów, troska o ich ego, dążenie do szczęścia i harmonii w związku, co jest oczywiście korzystne dla mężczyzn. [...] Ten prymat emocji wszystkich mężczyzn, nie tylko agresywnych, odruch, żeby utożsamić się z nimi, podzielać ich zainteresowania, myśl, że rola kobiety to wszystko rozumieć i wszystko wybaczyć – to wszystko zdołałyśmy w pełni przyswoić. Filozofka Kate Mann ukuła termin na określenie tego zjawiska: „himpathy” (od „him” i „sympathy”, czyli współczucie)” – pisze Mona Chollet w „Wymyślić miłość na nowo”.
Poczet Darcych
Niestety, na Austen się nie kończy. Nie musimy daleko szukać – wystarczy przejrzeć bibliotekę Netflixa, by znaleźć co najmniej kilka mocnych przykładów. Kochacie „Bridgertonów”? Ja też, ale nie sposób nie przyznać, że związek Daphne z księciem Hastings jest co najmniej toksyczny. Przynajmniej na początku, bo potem seksowny diuk zmienia się pod wpływem miłości (która oczywiście leczy także jego emocjonalne rany – tak, klasyczne daddy issues). Co zatem zrobić, jeśli wciąż pociągają nas poblokowani na wszelkie uczucia dranie? Ja radzę wziąć kilka oddechów i rozejrzeć się wokół. Może za rogiem czeka normalny, sympatyczny chłopak, który będzie cię wspierał i słuchał. I takich protagonistów życzyłabym sobie w książkach i filmach.
Książka "Mit Darcy'ego" Rachel Feder została wydana nakładem wydawnictwa Krytyki Politycznej.