Książki mojego życia: Bartosz Gelner
Z literaturą w moim życiu jest tak jak z muzyką: kiedyś wydawało mi się, że nigdy nie wyjdę poza Doorsów, tak samo jak poza Kerouaca. Ale wszystko się zmienia. Dlatego przestałem wkładać zarówno książki, jak i płyty w ramy nieśmiertelności, ale biografie kocham od zawsze. Zwłaszcza muzyków i literatów – do nich mam najwięcej zaufania, jestem bardzo otwarty na ich wrażliwość. Bardziej niż na aktorów.
Ostatnio ogromne wrażenie zrobiły na mnie dwie: biografia Witolda Gombrowicza „Ja, geniusz” napisana przez Klementynę Suchanow i „Komeda. Osobiste życie jazzu” Magdaleny Grzebałkowskiej. W pierwszej podoba mi się diagnoza dotycząca emigracji: na obczyźnie nie zawsze jest tak fajnie, jak nam się wydaje. Ostatnio dużo się mówi o tym, jak u nas jest źle, ale ja chyba nie potrafiłbym wyjechać na zawsze. Czytając tę książkę, słuchałem radia argentyńskiego – zrobiłem sobie małą Argentynę na Mokotowie. A z biografii Komedy zaczerpnąłem nazwiska muzyków, których znałem, ale powierzchownie. I nie miałem pojęcia, jak ważne są ich płyty. Jestem zajawkowiczem muzycznym i kolekcjonerem winyli, więc to dla mnie bardzo przyjemny aspekt czytania o życiu muzyków.
Z moją pracą wiążą się inne, istotne dla mnie teksty. Teraz czytam „Odyseję” Homera i „Pokój na Itace” Sándora Máraia. W Grecji! Inaczej interpretuje się te książki, słysząc cykady. Czytanie obu na wyspie, na której Kalipso przetrzymywała Odysa przez siedem lat, dodaje niezwykłego smaku tej literaturze, wznosi ją na inny poziom. Obcowanie z nią daje podwójną przyjemność.
Z czasu studiów często wspominam zbiór wywiadów „Drżące ciała” Artura Żmijewskiego. Czytałem ją jako młody aktor, który interesuje się sztuką współczesną. Dzięki tej książce ruszyłem z Krakowa do Warszawy, żeby w CSW i Zachęcie poznać prace, które znałem jedynie z literatury. A robiłem to niemal z rumieńcem na twarzy, zastanawiając się – co to w ogóle za wykręceni ludzie, ci artyści?! Skąd oni się wzięli? Wspaniałe doświadczenie, a właściwie przygoda. Jedna z książek, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że mocno zainteresuję się sztuką wizualno-performersko-dziwaczną. I faktycznie tak jest.
Ważne jest dla mnie spojrzenie na literaturę przez teatr – moim pierwszym zaskoczeniem była interpretacja Krzysztofa Warlikowskiego „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. To ciekawe doświadczenie: czytać klasyczne dzieło przez czyjąś wyobraźnię. I jednocześnie zabawa związana z próbą rozumienia reżysera, który tekst zamienia w spektakl, sztukę, w tym wypadku „Francuzów” w Nowym Teatrze. Nie udało mi się przeczytać wszystkich tomów Prousta, ale wracam do niego co jakiś czas, zawsze z tym naddatkiem interpretacji Krzyśka. I z zachwytem.
Fascynuje mnie wszechświat – kocham oglądać live streamingi ze stacji kosmicznej, dlatego wielką radość dała mi książka Carla Sagana „Błękitna kropka”. Autor jest astrofizykiem, ale wciąga w opowieść o wszechświecie jak w najlepszy reportaż, trudno się od niego oderwać.
Tekst: Anna Luboń